Prawa rządzące spotkaniem męża i żony są tymi samymi, które rządzą relacją chrześcijanina z jego Bogiem na modlitwie. O. H. Caffarel

Relacja z pielgrzymki do Ziemi Świętej

Pielgrzymka do Ziemi Świętej 31.10 – 07.11.2009

O tym, aby odwiedzić Ziemię Świętą marzyliśmy od dawna. Byliśmy nawet zapisani na wyjazd pielgrzymkowy na początku tego roku, ale sytuacja polityczna w Ziemi Świętej (rozruchy w Strefie Gazy) i rozpoczynający się kryzys ekonomiczny sprawił, że plany te trzeba było odłożyć.

Marzenia ponownie odżyły, gdy nasz proboszcz ogłosił, że kompletuje grupę na wyjazd w marcu 2010. Wspaniale, … ale czekać aż do marca, w dodatku to najbardziej gorący okres w przygotowaniach dzieci pierwszokomunijnych, za które Ania jest odpowiedzialna. A może byłoby coś wcześniej?

Internet..! Jest..! Franciszkańskie biuro Patron Travel kompletuje grupę na pierwszy tydzień listopada! I cena promocyjna..! Decyzja – jedziemy w trójkę – wraz ze starszą córką Marysią.
Wylot w sobotę z Warszawy. Zbiórka uczestników w hallu głównym na Okęciu. Każdy uczestnik otrzymał bilet, mapę i przewodnik po Ziemi Świętej oraz identyfikator z dumnym napisem „Pielgrzym” na kolorowej zawieszce dla odróżnienia przynależności do grup. My jesteśmy „Grupa Niebieska”. Już sam lot do Tel Awiwu sprawił, że trochę w przenośni, a trochę dosłownie poczuliśmy się „wniebowzięci”. Pod nami Morze Czarne, Istambuł, Cypr, Może Śródziemne, nad nami słońce mieniące się cudowną paletą barw, a wokół chmury o fantastycznych, najprzedziwniejszych kształtach. Wreszcie brzeg, pod nami Izrael, … aż żal lądować.
Na lotnisku czekał na nas nasz przewodnik Franciszek i izraelski autokar z palestyńskim kierowcą Mohamedem pomalowany w biało-czerwone barwy i z białym orłem na boku. Jedziemy do hotelu do Betlejem. Po drodze przekraczamy granice strefy żydowskiej i palestyńskiej, w prawo i w lewo ciągnie się potężny mur oddzielający te dwa światy. Do autokaru wchodzi uzbrojony żołnierz izraelski i wszystkim uważnie się przygląda, czy aby każdy ma słowiańskie rysy.
Poranek dnia następnego – pierwszy dzień naszego pielgrzymowania.
– Będziemy pielgrzymować śladami Pana Jezusa i to On będzie nas prowadził – mówi Franciszek. Zaczynamy od Ain Karem. To tu mieszkali Zachariasz i Elżbieta, tu przybyła Maryja z Jezusem pod swoim sercem, tu narodził się Jan Chrzciciel. Od pierwszego dnia musimy przywyknąć do jednej rzeczy – miejsca są te same, ale nie takie same. Minęło ponad 2000 lat od momentu, kiedy przebywał tu Jezus, lat dla tej ziemi bardzo burzliwych. Byli tu Rzymianie, Bizantyjczycy, Persowie, Arabowie, chrześcijańscy krzyżowcy, Turcy i Brytyjczycy, a od 1948 r. istnieje państwo Izrael. Każdy kto posiadał tę ziemię, ważną zarówno dla Żydów, chrześcijan i muzułmanów, stawiał swoje świątynie, a inne często burzył. W miejscach ważnych, upamiętniających pobyt Chrystusa na Ziemi, stoją z reguły historyczne lub współczesne kościoły, a niekiedy meczety lub synagogi. Dla miejsc pozostających w rękach chrześcijan charakterystyczną rzeczą są setki tablic w różnych językach świata z cytatami z Ewangelii nawiązujące swoją treścią do wydarzeń mających tu kiedyś swoje miejsce.
Po południu powracamy do Betlejem, wizyta na Polu Pasterzy i msza św., potem Grota Mleczna i Bazylika Narodzenia.
– To nie jest Bazylika pod wezwaniem Narodzenia Jezusa Chrystusa, takich na świecie może być wiele, to JEST Bazylika Narodzenia – taka jest tylko jedna – podkreśla nasz przewodnik. Właściwie to są to dwie świątynie sąsiadujące ze sobą. Starsza, obecnie prawosławna, jedyna, pozostała z czasów wczesnego chrześcijaństwa, nie zburzona przez Persów w czasie najazdu na początków VII w., w podziemiach której znajduje się Grota Narodzenia i młodsza, katolicka, zbudowana ponad tzw. Grotą Józefa i Hieronima. Najpierw idziemy do kościoła katolickiego, bowiem nie będzie on wkrótce udostępniony do zwiedzania. Odbędzie się tu ślub palestyńskiej pary należącej do katolickiej mniejszości wyznaniowej. W oczekiwaniu na wejście do Groty Narodzenia stoimy w długiej kolejce, przed nami Hiszpanie, za nami słychać język rosyjski. Tak będzie na każdy kroku. Tu pielgrzymuje cały świat. Brazylia, Indonezja, Francja, Litwa, Nigeria, Niemcy, Chiny, Hiszpania, Włochy, Korea … to tylko nieliczne nacje, które spotykaliśmy na każdym kroku. Miejsce narodzenia Jezusa to znów zmiana naszych dotychczasowych wyobrażeń. Przez wszystkie lata naszego życia powstawał w naszym umyśle obraz stajenki, szopki, licho skleconego domku, gdzie Maryja i Józef wśród zwierząt znaleźli schronienie. A tu grota. Grota w skale, która prawdopodobnie mogła służyć także do zamykania zwierząt na noc, ale ze stajenką z naszych wyobrażeń nie mająca nic wspólnego. To pierwotne wyobrażenie już nie powróci. Teraz, ilekroć będziemy czytać Ewangelię, stawać nam będą przed oczami te miejsca i te krajobrazy, które widzieliśmy, a które były świadkami obecności Chrystusa na Ziemi.
W następnych dniach, postępując śladami Chrystusa, obieramy kierunek Galilea. Po drodze odwiedzamy Cezareę Nadmorską i Hajfę, ale naszym celem jest Nazaret i Kana Galilejska. W Kanie, w tym szczególnym dla małżonków miejscu, wszystkie pary małżeńskie uczestniczące w pielgrzymce odnowiły przyrzeczenia ślubne.
W kolejnym dniu jedziemy nad Jezioro Galilejskie. To tu Chrystus powołał swoich uczniów, tu, na Górze Błogosławieństw przemawiał do tłumów, tu dokonał rozmnożenia chleba i tu, po swoim zmartwychwstaniu zjadł z uczniami pierwsze śniadanie Wielkanocne. A wszystko w otoczeniu cudownej, wielobarwnej przyrody. Niezapomnianym przeżyciem jest rejs stateczkiem po jeziorze, a szczególnie kilka minut spędzonych w ciszy, w milczeniu, przy wyłączonych silnikach łodzi, tylko my i szum wiatru…, delikatny plusk fal o burty…, tak jak słyszeli to apostołowie pływający tutaj ze swoim Mistrzem.
Kolejny punkt programu to wizyta w Kafarnaum. I tu, podobnie jak i w poprzednich miejscach, stoi współczesny kościół. Jednak atmosfera tego miejsca jest trochę inna. Kiedyś była do spora osada rybacka, była tu synagoga, tu mieszkał Piotr, a jego dom stał się pierwszym kościołem chrześcijańskim. Dziś to miejsce wykopalisk archeologicznych, a ustawiony na domem Piotra kościół jest zbudowany tak, aby przysłaniał jak najmniej. Przez przeszklony otwór o wielkości kilku metrów umieszczony w centralnym punkcie posadzki widać obrysy murów. W tym miejscu Jezus uzdrowił teściową Piotra, tutaj przez dach spuszczony został na noszach paralityk. To miejsce tchnie autentycznością, wiele osób z naszej pielgrzymki potwierdzało, że to właśnie tutaj poczuli w szczególny sposób „ślad Chrystusa”.
Tego dnia objeżdżamy jeszcze Jezioro Galilejskie lub, jak kto woli, Tyberiadzkie, od strony Wzgórz Golan t.j. od strony wschodniej i kierujemy się nad Jordan, aby tam odnowić przyrzeczenia chrzcielne. My, grupy katolickie tak „skromniutko” – poprzez polanie głowy wodą, nasi prawosławni bracia ubrani w białe szaty – poprzez całkowite zanurzenie.
Następny dzień rozpoczynamy od wjazdu na Górę Tabor. Wznosi się ona kilka kilometrów od Nazaretu. Autobus dowozi nas na parking u podnóża góry, dalej, po ostrych serpentynach, radę dają już tylko busiki służące jako taksówki. Na szczycie góry wznosi się klasztor benedyktynów, w którym uczestniczymy we mszy św. z odczytanym fragmentem Ewangelii o Przemienieniu Pańskim.
Jedziemy dalej doliną Jordanu z powrotem w kierunku południowym do Judei. I znów szokująca zmiana krajobrazów. Droga wiedzie przez Pustynię Judzką. To przedziwna kraina, bardzo kontrastująca z tym co widzieliśmy bliżej wybrzeża morskiego. Pofałdowany teren pokryty piaskiem i skałami, od czasu do czasu przecięty rozpadliną, którą wyrzeźbił wyschnięty teraz strumień, a to, co najbardziej szokuje, to małe osiedla ludzkie, które wydaje się, że nie mają prawa istnieć w tym niegościnnym otoczeniu, i towarzyszące im, wydarte pustyni, skrawki ziemi przeznaczone pod uprawę dające tym ludziom utrzymanie. Naszym celem jest Jerycho – podobno najstarsze miasto świata. Jerycho to oaza na pustyni. Tu jest woda, a woda tutaj to życie. Autobus zatrzymuje się przed sklepem. Zakupy to też nieodzowna część pielgrzymki. Jesteśmy turystami, a oni z turystów żyją, dzięki nam mają utrzymanie. Oczywiście trzeba się targować, należy to do „dobrego tonu”. W Jerychu zobaczyć można sykomorę, ponad 2000-letnie drzewo, na które, wg tradycji, wspiął się Zacheusz, aby zobaczyć Chrystusa, oraz Górę Kuszenia.
Z Jerycha jedziemy do Qumran, miejsca wykopalisk archeologicznych na terenie dawnego klasztoru esseńczyków, gdzie w 1947 r. odkryto ich rękopisy z I w. n.e.
Resztę dnia spędzamy nad Morzem Martwym. Przedziwne to miejsce. Najniżej położony punkt na Ziemi – ponad 400 m poniżej poziomu morza, wpływa do niego Jordan, a nic nie wypływa – woda z niego wyparowuje. Zasolenie nie spotykane nigdzie indziej, gęstość wody tak duża, że nawet nie potrafiący pływać utrzymują się na powierzchni wody „ze sporym zapasem wyporności”, trzeba tylko uważać na oczy, nos i usta. Obowiązkowym punktem programu jest nacieranie się czarną glinką, której sporo na brzegu – podobno bardzo skuteczną na wszelkie dolegliwości reumatyczne, a i wygląd takiego natartego pielgrzyma jest dość oryginalny. Na nocleg jedziemy do Jerozolimy.
Jerozolima – chyba jedyne takie miasto na Ziemi. Mozaika narodowości, kultur, języków i religii, tu obok siebie żyją Żydzi, Ormianie, muzułmanie i chrześcijanie, swoista mieszanka, niekiedy wybuchowa. Dla wszystkich Jerozolima jest ważna. Założona przez króla Dawida ok. 1000 lat przed Chrystusem była świadkiem działalności, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Stąd, zgodnie z tradycją islamu, Mahomet rozpoczął swą „nocną podróż” wstępując do nieba. Stare miasto otoczone jest potężnym murem. Wchodzimy na jego teren Bramą Damasceńską. Idziemy wąskimi uliczkami, niekiedy wręcz korytarzami, w kierunku Bazyliki Grobu Pańskiego. To najważniejszy punkt naszej pielgrzymki. Wrócimy tutaj jeszcze dwukrotnie. I znów swego rodzaju szok, konfrontacja wyobrażeń i rzeczywistością. Bazylika swym zasięgiem obejmuje zarówno Golgotę, miejsce śmierci Jezusa, jak i położony kilkadziesiąt metrów dalej grób. Po prawdziwym grobie zostało niewiele, autentyczne jest tylko miejsce, na którym stoi bogato zdobiona kaplica. Stoimy w długiej kolejce do wejścia. Prawosławni popi wpuszczają na chwilę po parę osób do środka. Wreszcie kolej na nas. W przedsionku, na postumencie jest fragment kamienia, którym, wg tradycji, zastawione było wejście do grobu. Dalej, wewnątrz niewielkiego pomieszczenia mały ołtarz. Jest czas tylko aby przyklęknąć, ucałować to miejsce, na krótką cichą modlitwę, zdjęcie… i trzeba wychodzić, a tak chciałoby się tu jeszcze zostać. Refleksja przychodzi później. Byliśmy tam gdzie TO się wydarzyło. To tutaj Chrystus zmartwychwstał, pokonał śmierć, dał nam nadzieję. Dotykaliśmy TEGO miejsca, nie można być bliżej tej największej tajemnicy życia, śmierci i zmartwychwstania niż właśnie TAM.
Golgota jest w odległości zaledwie kilkudziesięciu kroków od grobu. Nad Golgotą wznosi się kaplica prawosławna, bogato zdobiona we wschodnim stylu. Wchodzimy po schodach na wysokość pierwszego piętra. Tu też trzeba stać w kolejce, aby pochylić się nad obudowanym ołtarzem fragmentem skały, w której osadzony był krzyż.
Na Starym Mieście miejsc znanych z opisów z czasów Chrystusa nie brakuje. Idziemy ciasnymi uliczkami w kierunku Wieczernika. To znów tylko miejsce, budynek tu stojący jest z wieków późniejszych. Wszędzie handel, przewodnik przestrzega przed złodziejami. Że nie są to ostrzeżenia bezpodstawne mogliśmy się naocznie przekonać po, nieudanej na szczęście, próbie okradzenia naszego księdza przez kieszonkowca.
Kolejny obowiązkowy punkt programu to Ściana Płaczu, jedyny pozostały po zburzeniu świątyni przez Rzymian w 70 r. n.e. fragment jej murów. To część żydowska. Przechodzimy przez bramki kontrolne i wykrywacze metalu. Musimy się rozdzielić, kobietom nie wolno wchodzić do strefy zastrzeżonej tylko dla mężczyzn. Nakrycie głowy jest obowiązkowe, kto nie ma musi ubrać choćby tekturową jarmułkę dostępną przy wejściu. W szczeliny pomiędzy kamieniami muru wkładane są karteczki z modlitwami. Nasz Papież Jan Paweł II modląc się tutaj też taką pozostawił.
Spod Ściany Płaczu idziemy na teren świątyni. To też nie takie proste. Teren świątyni jest teraz w rękach muzułmańskich, stoją tu dwa meczety, w tym ten najbardziej znany – zbudowana w 691 r. n.e. Kopuła Skały z charakterystycznym pozłacanym dachem. Wejście też nie należy do prostych. Aby wejść trzeba poddać się kontroli. Nie wolno wnosić broni, przedmiotów niebezpiecznych, ale także przedmiotów kultu religijnego o dużych wymiarach. Na terenie świątyni widać uzbrojone patrole wojskowe. Wielkość świątyni szokuje – to ponad 14 hektarów dziedzińca. Tu także stąpał Jezus.
Po południu droga krzyżowa. Idziemy po krwawych śladach Jezusa, niesiemy krzyż. I kolejne obalenie naszych dotychczasowych wyobrażeń. Idziemy tymi samymi wąskimi uliczkami, którymi chodziliśmy rano, wokół sklepy, stragany, handel, żywność, odzież, przedmioty przemysłowe, barwne reklamy, głośna muzyka, zachęty sprzedających, tłumy kupujących. Niewiele to ma wspólnego z modlitewną zadumą, do której przywykliśmy uczestnicząc w drodze krzyżowej w naszych kościołach, ale to obraz prawdziwy, tak prawdopodobnie wyglądała ulica, którą prowadzono Jezusa. Ostatnie stacje drogi krzyżowej są na terenie Bazyliki Grobu Pańskiego.
Wizyta na Górze Oliwnej to przeżycie zarówno duchowe, jak i estetyczne. Z położonej w odległości ok. 2 km od Starego Miasta góry roztacza się urzekający widok na Jerozolimę i oddzielającą ją od Góry Oliwnej Dolinę Cedronu. W Ogrodzie Oliwnym do dziś rosną drzewa, których wiek datowany jest na co najmniej 2000 lat, które były niemymi świadkami ostatniej przed męką modlitwy naszego Pana.
Dni na pielgrzymce mijają szybko. Musimy żegnać Ziemię Świętą i wracać do kraju. Po drodze na lotnisko odwiedzamy jeszcze Emaus i Jafę. Staramy się zachować w pamięci wspaniałe widoki na wybrzeże Morza Śródziemnego, ale to co przede wszystkim zachowamy w naszych sercach to wspomnienie cudownej atmosfery tej ziemi, ziemi po której stąpał Jezus i którego śladami przez 8 dni podążaliśmy. W tak krótkiej relacji nie jesteśmy w stanie wymienić i opisać wszystkiego co zobaczyliśmy, ani głębi przeżyć, których doświadczyliśmy. Ziemię Świętą trzeba zobaczyć, rozpocząć pielgrzymkę śladami Chrystusa, aby potem łatwiej było kontynuować ją przez całe życie. To cudowne miejsca, mamy nadzieję, że jeszcze dane nam będzie tam powrócić.

Ania i Jurek Kolbuszowie

Galeria zdjęć

1. Przed Bazyliką Narodzenia w Betlejem
2. Odnowienie przyrzeczeń małżeńskich w Kanie Galilejskiej
3. Nad Jeziorem Galilejskim
4. Góra Tabor
5. Pustynia Judzka
6. Ściana Płaczu
7. Droga Krzyżowa
8. Widok na Jerozolimę z Góry Oliwnej
9. W kaplicy Grobu Pańskiego

3 Responses do tematu “Relacja z pielgrzymki do Ziemi Świętej”

  1. Arek pisze:

    Miło mi zobaczyć mojego księdza wikarego na zdjęciu w Kanie Galilejskiej. Tam trzeba być, to cudowne wrażenie i pogłębienie wiary. Ja byłem od 23.11.09 do 30.11.09. Chodzenie po Ziemi Świętej to piąta Ewangelia, pozdrawiam

  2. Mirek pisze:

    To niezapomniane chwile. Tak było. Tak i ja przeżywałem te chwile, które dane mi były przeżyć, miejsca zobaczyć. Bogu niech będą dzięki. Zachęcam każdego, kto tylko ma możliwość, aby dotknął tej Ziemi. Serdecznie pozdrawiam autorów tego świadectwa. Współuczestnik w pielgrzymowaniu – Mirek z Gdańska

  3. Leszek pisze:

    Jak czytam te wspomnienia i oglądam zdjęcia zaraz przypomina mi się czas, kiedy byliśmy tam razem z Mają. Wspaniałe miejsce, możliwość zatrzymania się i zastanowienia, zadumy. Czas wyjątkowy na modlitwę. Po zwiedzeniu Ziemii Świętej, czytając Ewangelię, przed oczami stają obrazy i miejsca tak ważne dla nas chrześcijan.

Skomentuj


− cztery = 1